Zanzibarskie opowieści - Prison Island.



Nazwa wyspy sugeruje, że kryje się tam jakaś ciekawa historia związana z więzieniem, w pewnym sensie tak jest, ale nie do końca. Więzienie, które tam zostało zbudowane nigdy nie zostało w tym celu wykorzystane.



Wyspa Changuu oddalona o kilkanaście minut drogi motorową łódką od stolicy Zanzibaru, w przeszłości była miejscem kwarantanny dla przybywających na Zanzibar, lub którąkolwiek inną wyspę kolonii brytyjskiej podróżników. Rząd kolonialny w obawie przed żółtą gorączką, wprowadził prawo nakazujące wszystkim przybywającym na wyspę podróżnym odbyć przymusową dwutygodniową kwarantannę na Prison Island.


Sam budynek więzienia na wyspie wzniesiony został przez Brytyjczyków w 1864 roku, ale jak już wspomniałam nigdy nie został użyty jako prawdziwe więzienie. Po okresie, w którym służył jako miejsce do odbycia kwarantanny stał się letnią rezydencją brytyjskich władz, a potem atrakcją tyrystyczną.

Obecnie na wyspie znajduje się hotel prowadzony przez właściciela, który z pochodzenia jest hindusem i Sanktuarium Żółwi.



Natomiast w starych zabytkowych ogólnodostępnych budynkach jest restauracja, w której odwiedzający wyspę i Sanktuarium Żółwi, turyści mogą chwilę odsapnąć od upału i orzeźwić się chłodnym napojem lub pokrzepić posiłkiem.




To właśnie dla tych mistycznych gadów wybraliśmy się na tę wyspę.




Żółwie na Zanzibar trafiły jako prezent od brytyjskiego rządu Seszeli dla brytyjskiego rządu Zanzibaru w liczbie czterech sztuk. Po pewnym czasie zaaklimatyzowały się, zaczęły rozmnażać i zostały przeniesione na wyspę poza miasto gdzie rezydują do dzisiaj.

Żółwie mają na swoich skorupach wymalowane farbą numery, jak się okazało to jest wiek, coś w rodzaju metryki gada, najstarsza żółwica na wyspie ma blisko 200 lat.


Żółwie można dotykać, głaskać, drapać, nie wolno na nich siadać (pomysł sam w sobie wydaje się durny, ale najwyraźniej zdażaly się takie przypadki, ponieważ o tym zakazie poinformował nas pracownik sanktuarium przy wejściu). Wchodząc na teren sanktuarium za niewielką opłatą nazywaną tam datkiem na rzecz utrzymania obiektu można zakupić zielone gałązki, które są żółwim przysmakiem, dzięki którym leniwe gady ożywiają się i łatwiej je nakłonić do zmiany pozycji w trakcie sesji zdjęciowych.




Ogród stanowi jakby maleńki wycinek deszczowego lasu. Drzewa, linany, alejki, kładki, ławeczki i przyjemny cień, którego tak nam brakowało w mieście.


Na wyspę przypłynęliśmy łódeczką, w towarzystwie przewodnika i dwuosobowej załogi, która w drodze powrotnej podjęła nas lunchem z owoców morza. Oczywiście ten obiad wkalulowany był w koszt całodniowej kameralnej wycieczki prywatnym autem do Miasta Zanzibar.



Za całą imprezę zapłaciliśmy 170 $ za dwie osoby, nie liczą napiwków dla chłopaków z łódki i kierowcy auta oraz w ramach podziękowania bakszyszu dla przewodnika.


Takie łódki można wynająć samemu, przy brzegu zawsze jakieś są dostępne i można wynegocjować własną cenę, ale przyjrzyjcie się uważnie bo niektóre z nich przeciekają i całą drogę pomocnik sternika wylewa z nich wodę plastikowym wiaderkiem albo innym starym zużytym bidonen. Mnie już sama perspektywa zatopienia przyprawiała o zawrót głowy, ale udało się szcześliwie dopłynęliśmy na wyspę i z powrotem.


Na Zanzibar możecie się też wybrać z polskim biurem podróży - największą ofertę ma ITAKA

#Zanzibar #Afryka #Tanzania #RajskieWyspy

0 wyświetlenia
ABOUT
Me

96-200 Rawa Mazowiecka - LOD PL

e-mail:kontakt@liliess.net