Pashupathinath Temple, Bagmati Święta Rzeka i Arja Ghat tradycyjna kremacja

Aktualizacja: 30 gru 2019



Pashupathinath Temple - największa świątynia Siwy w Nepalu i jednocześnie kontrowersyjne miejsce pochówku zmarłych podczas rytualnych kremacji  

Kompleks świątynny Paśupatinath (पशुपतिनाथ मन्दिर / Pashupatinath) usytuowany jest nad brzegiem rzeki Bagmati, w świętym mieście Deopatan, we wschodniej części Katmandu. To dla wyznawców hinduizmu jeden z najważniejszych celów pielgrzymkowych, będący dla Nepalczyków tym, czym dla indyjskich hinduistów jest Waranasi nad Gangesem.

Świątynia poświęcona jest jednemu z awatarów Śiwy – Paśupatiemu – „Panu Zwierząt” , który w Nepalu nieoficjalnie uznawany jest za narodowe bóstwo (do świątyń pozwala się wejść tylko wyznawcom hinduizmu).

Aby wejść na teren świątynnego kompleksu turyści muszą kupić bilet, ale nie upoważnia on do wejścia do budynków świątyni.


Hindusi z całego Nepalu i nie tylko pielgrzymują tu przez cały rok, aby złożyć swoje prośby lub podziękować za błogosławieństwo. Jest to miejsce kultu religijnego niedostępne dla wyznawców innych religii.

Arja Ghat Święta Rzeka Bagmati

Betonowe schody i ghaty ze stosami na których 24 godziny na dobę płoną ciała zmarłych, na brzegu rzeki, która przypomina ścieki, robią przytłaczające wrażenie. Bałam się zapachów temu widowisku towarzyszących, o dziwo nie mam pojęcia jak to się dzieje, ale tam nie śmierdziało.

Palenie zwłok w tradycyjny sposób, na przyrzecznych ghatach, to fatalna część tradycji Indii i Nepalu. Żywa, piękna rzeka staje się toksycznym ściekiem, obrzydliwym i martwym, tak jak to widać na zdjęciu mętna woda w kolorze mlecznej kawy.


Taki hinduski pogrzeb trwa kilka godzin, najpierw owinięte w materiał przygotowane do spalenia ciało przynoszone jest na bambusowym stelażu na schody na tyłach świątyni i tam odbywa się coś w rodzaju funeralnej ceremonii, najbliższa rodzina towarzyszy zmarłemu w ostatniej drodze. Kobiety lamentują posypują zwłoki kwiatami, żegnają się ze zmarłym, to trwa do godziny, na drugim brzegu rzeki zbierają się ludzie, znajomi osoby zmarłej oraz hindusi pielgrzymujący do świętej rzeki. Zasiadają na schodach i przyglądają się ceremonii.



Potem ciało zostaje przenoszone na drugą stronę mostu, tam gdzie wzdłuż brzegu na betonowych ghatach układane są stosy. Ponieważ w Nepalu wszystkie rzeki uznawane są za święte i wszystkie kończą swój bieg w Gangesie, wszystkie bez wyjątku stają się takim brudnym ściekiem. To smutne, bo z jednej strony to jest tradycja, część kultury hinduskiej i buddyzmu, a z drugiej strony to katastrofa ekologiczna.

Na schodach oprócz żałobników pojawiają się również pielgrzymi, którzy rytualnie obmywają twarz lub piją wodę ze świętej rzeki aby zapewnić sobie zbawienie. Tak !!! niektórzy piją wodę z tej rzeki, w kraju gdzie nawet woda z kranu po przegotowaniu nie nadaje się do spożycia. Ja tego nie będę komentować, dla nas europejczyków to chyba słusznie wydaje się i niebezpieczne i obrzydliwe, ale z obyczajami miejscowych się nie dyskutuje. Umieralność jest wysoka więc chyba picie ze świętej rzeki nie idzie im na zdrowie.



Po jednej stronie rzeki stoi rząd betonowych ghat z płonącycmi, dopalającymi się lub dopiero układanymi stosami, ta kremacja trwa tam nieustannie 24 godziny na dobę. Ciała płoną, a na drugim brzegu przy betonowych okrągłych platformach żałobnicy zasiadają do rytualnego posiłku. Rozkładają maty i spożywają przyniesione pokarmy dzielą się nimi ze skaczącymi tam małpami. Wszytko to dzieje się przy dźwiękach dzwonków i nawoływaniach Sadhu i wersach recytowanych mantr. Ogólnie atmosfera nie wydała mi się wzniosła, gdybym miała to do czegoś porównać, to z pewnością nie byłby to europejski pogrzeb.



Przy każdej takiej ghatcie stoi człowiek, który podsyca i pilnuje ogień. Kiedyś palono ciała na stosach z drzewa sandałowego, teraz do palenia używa się różnych tańszych rodzajów drewna.


W międzyczasie, nad brzegiem rzeki dzieją się inne ciekawe rzeczy. Dzieci brną w tej wodzie po kolana ciągnąc za sobą magnesy na sznurkach, w poszukiwaniu metalowych skarbów, które zostają w wodzie po zmarłych.

Kolorowi Sadhu medytują i dźwięczą małymi dzwoneczkami, w tle słychać buddyjską muzykę, przypadkowi ludzie w tym turyści przechadzają się z aparatami.


Na drugim brzegu nieustająco płoną stosy i dzieją się kolejne pogrzeby.

Koszt takiego pogrzebu ponosi rodzina zmarłego, to oni muszą zakupić drewno na stos, często jest to wydatek, któremu nie mogą finansowo sprostać i ilość drewna nie wystarcza na całkowite dopalenie zwłok.


Taki stos układany piętrowo płonie do 3 godzin, ogień podkłada się do ust zmarłego, ma to mu zapewnić oczyszczenie ze złej karmy, potem ciało zakrywane jest resztą drewna. Po wszystkim resztki spychane są do rzeki. Jak już wyżej wspomniałam drewno jest drogie i nie wszystkie ciała dopalają się do końca, tak więc można w tej rzece wypatrzeć części ludzkich kończyn. Rytualnemu spaleniu nie są poddawane małe dzieci, kobiety w ciąży, oraz chorzy na pewne choroby. Te ciała grzebie się kopiąc płytki rów w wodzie. Nurt rzeki zabiera ciało z piachu, i niesie w stronę Gangesu, nie ma tam żadnych nagrobków.




W trakcie wizyty w tej świątyni towarzyszył nam prywatny przewodnik, którego spotkaliśmy przy Durbar Square, to on objaśniał nam kolejne etapy i opowiadał ciekawe historie związane z tematem. Czy wiecie, że nie wszystkie wioski w Nepalu mają dostęp do rzek ? Są takie miejsca wysoko w górach, gdzie ciała zmarłych cięte są na małe kawałki i wynoszone wysoko powyżej 4 tys. metrów rozrzucane sępom i orłom na pożarcie.

W kulturze i zgodnie z filozofią Buddyzmu spalenie zwłok, a potem wrzucenie prochów do świętej rzeki to norma. Miałam możliwość uczestniczyć w pogrzebie całkiem obcych mi ludzi i pomimo pewynch obiekcji, cieszę się że dotarłam do tego miejsca, była to piękna lekcja życia. Z pewnością dla ludzi otwartych kulturowo i ciekawych życia miejsce jest godne polecenia. Dla wrażliwych i zamkniętych na inne wyznania i obyczaje - raczej nie.


#Azja #Nepal #Katmandu

0 wyświetlenia
ABOUT
Me

96-200 Rawa Mazowiecka - LOD PL

e-mail:kontakt@liliess.net