Pattaya miasto grzechu, transwestytów i pysznego jedzenia



Tajlandzka Pattaya przeciętnemu Europejczykowi kojarzy się z nocnym życiem, wszelakimi rozrywkami i seks turystyką .... i jest to skojarzenie całkiem słuszne.

Pattaya taka jest, kolorowa, gwarna, pachnąca orientalną kuchnią i pełna par, które mogą wzbudzać kontrowersje. Tutaj ulicami spacerują jak w Ciechocinku mocno dojrzali panowie, tyle że w towarzystwie młodziutkich Tajek, które wielokrotnie wyglądają na nieletnie.

Kolejnym nieco kontrowersyjnym tematem jest trzecia płeć, tak zwani Lady Boy-e, można ich spotkać nie tylko na najsłynniejszej w mieście ulicy rozpusty - Walking Street, ale też na bazarach w sklepach, restauracjach. Wydaje się, że tajowie taki stan rzeczy tolerują w pełni, jest to część społeczeństwa i część ich kultury, zdecydowanie gorzej znoszą to europejscy panowie, pewnie nie jeden padł ofiarą zalotów, a być może gorzko się rozczarował na swojej randce, ale nie o tym tu będzie ...



Pattaya to przede wszystkim wakacyjny kurort i jak każdy kurort, żyje własnym rytmem, budzi się późnym popołudniem i zasypia wczesnym rankiem. Większość hoteli , restauracji , ulicznych straganów z jedzeniem, barów, pubów czy klubów zlokalizowana jest przy nadmorskim deptaku i plaży. Tutaj też znajdziecie mniejsze i większe bazary.

A na ulicznych straganach z jedzeniem spróbujecie prócz wszelakich pyszności również  smażonych insektów, do wyboru do koloru koniki polne, żuczki, larwy, pajączki i chrząszcze.










Pattaya podobnie jak egipska Hurghada wyrosła dzięki rozwijającej się turystyce z niewielkiej wioski rybackiej na całkiem spore miasto, zwane też, w niektórych kręgach Rivierą Tajską.

W latach 60-tych XX wieku szukający wypoczynku po walkach w Wietnamie amerykańscy żołnierze trafili na Pattaya i to zapoczątkowało rozwój turystyki w tych regionach. Obecnie Pattaya jest ponad 100 tysięcznym nowoczesnym miastem i jednym z najsłynniejszych kurortów w Azji.

Cieszy się niesłabnącą popularnością wśród turystów z całego świata, ma w swej ofercie szeroką gamę rożnego rodzaju atrakcji od pięknych plaż, sportów wodnych, przez bazary, skanseny, świątynie, aż po rozpustne nocne życie.


NIGHT LIFE

Walking street Spacerując wieczorem po najsłynniejszej ulicy w mieście „Walking Street” nie sposób się odgonić od naciągaczy proponujących wstęp na ”ping pong show” (dla niewtajemniczonych wyjaśniam ”ping pong show„ nie ma nic wspólnego z popularną grą, jedynym elementem wspólnym są małe białe piłeczki, które w tym przypadku są upychane przez młode roznegliżowane lub całkiem nagie panie w miejsca intymne, po czym w erotycznym tańcu wypychane siłami natury w stronę widowni).

Dla spragnionych mocniejszych doznań erotycznych jest jeszcze ”show sex na żywo”.

Dla tych, którzy nie zdecydują się na wejście do klubów pozostaje ulica, a na niej plejada dziewcząt prezentujących swoje wdzięki w bardzo skąpych sukienkach. Odniosłam wrażenie, że podaż jest zdecydowanie większa od popytu w tym zakresie. Samotnych mężczyzn nie spotkaliśmy tam wielu, większość to były pary wiedzione czystą ciekawością, natomiast przy każdym barze panienek było po kilkanaście.

To wszystko dzieje się przy dźwiękach głośnej muzyki często techno, po ulicy prócz turystów krążą obwoźne stragany sprzedające maskotki, ubrania , bieliznę, buty, pamiątki i mobilne mini bary.




ATRAKCJE TURYSTYCZNE

Floating market w wolnym tłumaczeniu znaczy pływający bazarek - jest to coś w rodzaju tajskiej wioski na wodzie. Turystyczna atrakcja nastawiona w 100% na zarabianie, ale na terenie tego kompleksu jest także coś w rodzaju skansenu, gdzie można obejrzeć tradycyjne tajskie domostwa.

Najbardziej egzotyczną atrakcją tego miejsca są potocznie zwane "kobiety żyrafy" - kobiety z plemienia Padaung, które uciekając przed wojną domową w Birmie znalazły schronienie w Tajlandii, ale zostały uwięzione w swojej tradycji, żyją teraz wyizolowane w wioskach skansenach i same w sobie stanowią atrakcję turystyczną.




Dziwne to uczucie oglądać człowieka zamkniętego w rezerwacie, aczkolwiek one witają odwiedzających szerokim uśmiechem i z wdziękiem prezentują swoje rękodzieło. Tkają kolorowe dywany i wytwarzają biżuterię.

Wioska na wodzie to trochę taka mini tajska Wenecja, w cenie biletu mieliśmy opłaconego gondoliera, który przewiózł nas swoja łódką po kanałach.  

Łódka jest opcjonalna, można wykupić opcje bez łódki wtedy bilet jest tańszy i uprawnia do pieszego spaceru po drewnianych pomostach łączących kolejne platformy, na których stoją stragany ze wszystkim od rękodzieła przez ubrania, jedzenie po cały chiński badziew. 




I oczywiście słynne na cały świat lody kokosowe serwowane z łupiny kokosa z żelkami z tapioki, wiórkami, świeżymi owocami w moim przypadku, lub z posypką z barwionego cukru i łupanych orzeszków.




Sanktuarium Prawdy - replika przepięknej drewnianej świątyni ufundowanej przez tajskiego milionera. W mojej ocenie swoją nieprzeciętną urodą zasłużyła na odrębny wpis tak więc jeśli lubicie takie miejsca to zapraszam również na film.






Plaża i Rejs łódką na jedną z tajskich wysepek na oceanie. Plaża miejska jest szeroka i piaszczysta zlokalizowana przy głównej ulicy tuż za spacerowym deptakiem, wzdłuż deptaku rozstawiają się stragany z ulicznym jedzeniem. Większość osób odpoczywa w cieniu drzew, mało kto tam tak typowo plażuje.   Przy plaży cumują łódki, które zabierają turystów w krótkie rejsy na inne wysepki. 


Tiffany Show - obowiązkowy punkt programu w ocenie tubylców, rezerwacje biletów na show oferuje każdy hotel. Jest to coś w rodzaju "Moulin Rouge" narodowa tajska atrakcja, widowisko przygotowane przez poprzebieranych za bajeczne wróżki i księżniczki młodych chłopców, transwestytów - Lady Boyów


Noong Nooh Tropical Botanic Garden - bajeczne ogrody skupiające roślinność z całego świata. Na terenie ogrodu znajduje się również małe ZOO i jeszcze kolejna narodowa atrakcja, która mnie osobiście łamie serce - przejażdżka na słonikach. Nie popieram i z całego serca namawiam, aby z tego nie korzystać.  Okrucieństwo wobec dzikich zwierząt, które są torturowane fizycznie i psychicznie, tylko po to, aby biały turysta mógł sobie zrobić zdjęcie zasługuje na potępienie. Odmówiłam sobie także odwiedzenia sanktuarium, w którym można przytulić naćpanego tygrysa.  

Oceanarium Podwodny Świat - atrakcja z typu wielkich akwariów pełnych egzotycznych gatunków ryb, żółwi, rekinów a także farma węży i krokodyli. Niestety nie ma zdjęć bo jak już wspomiałam wyżej  z reguły nie odwiedzam takich miejsc, w których zwierzęta są źle traktowane.


Park Miniatur Mini Siam Miniature Village - Tajlandia w pigułce, znajdują się tam mini repliki najważniejszych świątyń i atrakcji turystycznych.

Shopping - niezliczone ilości straganów na kilkunastu bazarach mogą przyprawić o kolorowy zawrót głowy. Oferta handlowa jest ogromna, można tam znaleźć wszystko czasami w śmiesznie niskich cenach. Znawcy tematu doradzają by do Tajlandii lecieć z pustą walizką, albo nawet bez, bo walizki też można tam kupić fajne i tanie.

Najnowsze kolekcje światowych domów mody uśmiechają się do turystów.

Gucci, Chanel, Armani .. pełen wachlarz podróbek i to dużo taniej niż widziałam w Pekinie.




Prócz ulicznych straganów, marketów, sklepików i bazarków, znajdziecie tu również duże galerie handlowe, jedna szczególnie zapadła mi w pamięć.

Terminal 21 to charakterystyczna galeria, która łudząco przypomina lotnisko.




Jedzenie

Temat rzeka ... o tym, że kuchnia tajska jest pyszna nie trzeba dużo pisać. Każdy, kto tylko miał okazje spróbować, wie jaką paletą smaków się charakteryzuje.

Sztandarowe danie Tom Yum na kokosowym mleku, Papaya Salad i Pad Thai to pierwsze posiłki jakie zjadłam zaraz po wyjściu z samolotu.





Tajlandia to także owocowe niebo, stragany uginają się pod pachnącymi świeżymi owocami, różnorodność smaków, kolorów i zapachów sprawia że zmysły szaleją i ślinka cieknie.


Amatorzy owoców morza, także mają w czym wybierać, świeże aż do bólu

( w większości wciąż żywe czekają na potencjalnych smakoszy), kraby, krewetki, jeżowce, ośmiornice i inne takie, których nazw nie znam i szczerze przyznam, że nie wszystkiego z tej oferty spróbowałam.





Reasumując, ten krótki wpis o miejscu, o którym można by mówić bez końca bo takie jest w swej monotonii tajskiej imprezowni różnorodne, nasuwa mi się jedno zdanie. Pattaya to w pewnym sensie nie miejsce, a stan umysłu. Pattaya jednych zachwyca innych oburza, jeszcze innym jest obojętna i to jest prawda bo jako wyspa czy jako miasto jest raczej przeciętna, widziałam już wiele piękniejszych miejsc w świecie, ale rzadko gdzie jest taki bardzo imprezowy klimacik. To miejsce może skraść serca spragnionych przygód i niekończącego się melanżu, gdzie do rana gra głośna muzyka i można się zatracić nie tylko w tańcu.



#Azja #Tajlandia #Pattay

0 views
ABOUT
Me

96-200 Rawa Mazowiecka - LOD PL

e-mail:kontakt@liliess.net