Katmandu magiczne miasto na Dachu Świata - niesamowity Nepal

Updated: Jan 14



Nepal mekka himalaistów, przyciąga co roku wielu miłośników wysokogórskiego treningu, ale czy może być atrakcyjny dla zwykłego ciekawego świata turysty, który nie jest zafiksowany na wielodniowe trasy trekingowe i ekstremalne warunki ???

Wyobraźcie sobie, że tacy turyści też czasem docierają do Nepalu. Na przykład ja, świadomie mogę o sobie powiedzieć wygodnicka podróżniczka. Ja zwykle sypiam w hotelach, lubię mieć dostęp do łazienki, ciepłą wodę, świeże ręczniki i toaletę , ale zaręczam, że kocham podróże równie mocno jak każdy wyluzowany globtroter z plecakiem.

Himalaje obejrzałam dokładnie z okna samolotu, podczas półgodzinnego podejścia do lądowania na lotnisku w Katmandu.



Dotarliśmy do Nepalu trochę z przypadku i trochę z czystej ciekawości, korzystając z noworocznej promocji biletów na liniach Qatar Airways. Nasza wyprawa trwała 7 dni. Koszt hotelu, w stolicy Nepalu Katmandu to 2 tys. złotych za cały pobyt dla dwóch osób. Hotel zarezerwowaliśmy przez Booking.com 12 dni przed wylotem. W cenę pobytu wliczone było śniadanie, akurat w tym hotelu Royal Pinquin Butique serwowane 24h, wiec płacąc za śniadanie mieliśmy jeden gwarantowany posiłek bez względu na porę dnia. Recenzję hotelu znajdziecie tutaj.


W Katmandu lądują wszyscy bez wyjątku, to jedyne międzynarodowe lotnisko w tym kraju. Lotnisko niewielkie i nie powalające, ani technologicznie ani designem, ale trzeba im przyznać dobrze zorganizowane. O dziwo nie ma tam porażających kolejek do wykupienia wizy, pomimo, że większość przybywających musi przejść te procedurę.

Lecąc do Katmandu warto ze sobą zabrać kilka zdjęć paszportowych, jedno do wypełnienia wniosku wizowego i jedno do ewentualnego zakupu karty SIM NCell, dzięki której nie licząc na darmowe wifi, pozostaniecie w kontakcie ze światem.

Karta sim w zależności od okresu jaki ma być aktywna i pakietu internetu różnie kosztuje, my zdecydowaliśmy się na karty 30 dniowe z pakietem 10Gb plus bonus po doładowaniu drugie 10GB. Dwadzieścia gigabajtów na tygodniowy pobyt spokojnie wystarczy, nawet jeśli korzysta się intensywnie przesyłając wiele zdjeć. Kartę można zakupić już na lotnisku, ale bez problemu można rownież kupić w mieście. Koszt takiej karty SIM to 1500 Rupi nepalskich w przeliczeniu 15$ - UWAGA przy zakupie karty trzeba okazać się paszportem i mieć jedno luźne zdjęcie.

Mamy już wizę, mamy kartę SIM i co dalej ??? No, my jako wygodniccy podróżnicy zamówiliśmy sobie kierowcę, którego oferuje hotel, w zależności od pory dnia lub nocy koszt takiego transferu to 15$ w dzień i 30$ w nocy, a w drodze powrotnej, ten sam kierowca kosztował nas juz tylko 12$. Można rownież wybrać prepaid TAXI, opłacić z góry na terminalu (aby nie dać się oszukać naciągaczom czyhającym przy wyjściu z lotniska) lub najtańsza opcja transport publiczny, rzekomo bilet na busik jadący do miasta kosztuje 30 groszy.

Z lotniska do Thamel, najbardziej turystycznej dzielnicy miasta jedzie się około 30 minut w zależności od natężenia ruchu, nam dopisało szczęście przylecieliśmy do Katmandu w sobotę i w sobotę opuszczaliśmy miasto, a to jest jedyny w tygodniu dzień wolny od pracy i na drogach jest wtedy zdecydowanie luźniej.


Kiedy już dotarliśmy na miejsce i opadły pierwsze emocje i opadł kurz z nepalskiej ulicy, zrozumiałam, że Katmandu to trzeci świat nawet bardziej, niż to sobie wyobrażałam przed przybyciem.

Także, jeśli NIE MASZ w planie trekingu w Himalajach, NIE LUBISZ brudu, biedy i kurzu, który wdziera się wszędzie, to zdecydowanie radzę NIGDY TAM NIE JEDŹ.

Katmandu jest brudne, jest zakurzone i jest chwilami przerażajace. Większość miasta przypomina slamsy, brak sygnalizacji świetlnej, chaos, wszędzie ogromne zatłoczenie. Do tego wciąż widoczne skutki trzęsienia ziemi, które dotknęło w 2015 roku to miasto, pochłaniając ponad 10 tysięcy ofiar ludzkich i wiele budynków, również tych zabytkowych.


Katmandu, to także niesamowity i niewytłumaczalny prawie magiczny klimat miejsca, pomimo całego bałaganu jaki tam panuje, hałasu i kurzu może się podobać, może nawet zachwycać - mnie zauroczył. Zapach kadzidełek unoszący się niemal wszędzie, buddyjska muzyka, mantry, dzwonki, kolorowe girlandy kwiatów i buddyjskie modlitewne flagi powiewające na wietrze, to wszystko sprawia, że można się tam poczuć jak Alicja w Krainie Czarów zagubiona w nieznanym świecie.


Kolorowe uliczne stragany, maleńkie sklepiki, zapach ziół, przypraw i potraw, nieustający gwar uliczny, wąskie uliczki przecinające się we wszystkie strony w plątaninie kabli elektrycznych.





6 WYJĄTKOWYCH MIEJSC KTÓRE WARTO ZOBACZYĆ W KATMANDU

Zwiedzanie Katmandu spokojnie można rozplanować na maksymalnie trzy dni, oprócz buddyjskich świątyń i Stup, które czają się niemalże na każdym rogu, warto jeszcze odwiedzić Muzeum Narodowe, które przed masakrą rodziny królewskiej było jej oficjalnym pałacem.


Thamel to dzielnica naszpikowana buddyjskimi i hinduskimi reliktami jak nasz rodzimy keks bakaliami. Za każdym rogiem w zakamarkach wąskich tętniących życiem uliczek, czai się jakaś świątynia, posążek, stupa, lub inne miejsce religijnego kultu. Thamel, to także ciekawe architektonicznie zjawisko, choć budynki są bardzo stare, niektóre mocno zniszczone, to wciąż można spotkać tam prawdziwe perełki wykonane z drewna, przepiękne zdobienia okien, drzwi i inne rękodzieła.


Kathesimbu Stupa - Kathesimbu Stupa jest mniejszą repliką wybudowanej na wysokim wzgórzu stupy Swayambhunath i jest zarazem najważniejszym miejscem religijnym w okolicach Thamelu. Powstała około roku 1650 podobno została wybudowana dla tych, którzy nie mają dość siły, by dotrzeć na wzgórze do Swayambhunath. Tak jak w przypadku Swayambhunath (Monkey Temple), na placu znajduje się też niewielka hinduistyczna świątynia poświęcona bogini odpowiedzialnej za leczenie ospy. Wejścia do Kathesimbu strzegą dwa lwy z brązu, dalej na wprost siedzi na kolumnie odwrócony w kierunku stupy posążek Awalokiteśwary oraz spoczywa wadżra. Po prawej stronie znajduje się klasztor Shree Ghaa Baha, a bardziej w głębi placu, po prawej stronie żeński klasztor Dharma Kirti Mahabihar. Całości dopełniają małe stupy rozsiane po całym placu.


Durbar Squar najbardziej zabytkowa część miasta, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, tam wejście z biletem i najlepiej przewodnikiem, którego znajdziecie przy kasach biletowych, a w zasadzie to on was szybciej znajdzie. Jeśli jednego dnia zakupicie bilet na Durbar i po zwidzeniu poczujecie niedosyt i będziecie chcieli tam wrócić jeszcze raz, to warto pofatygować się do biura informacji turystycznej i przedłużyć sobie bezpłatnie wejściówkę na jeszcze jeden wybrany dzień. Dostaniecie spempelek na bilecie i zaplanowanego dnia wejdziecie po okazaniu paszportu już bez ponownego wykupowania biletu. Durbar ucierpiał mocno w czasie trzęsienia ziemi, wciąż trwają prace remontowe i rekonstrukcja najważniejszych zabytków, ale większość jest już ponownie udostępniona dla turystów.

Spacerując bo Durbar Squer koniecznie należy odhaczyć Royal Palace, Kumari Ghar, Kamasutra Temple, oraz Kasthamandap Temple wybudowaną w XII w. - Świątynię, która uległa całkowitemu zniszczeniu podczas trzęsienia ziemi, aczkolwiek zebrano i zgromadzono gruz i ocalałe posągi i pewnie niebawem zaczną się prace nad rekonstrukcją tego miejsca.



Great Boudhanath Stupa - to miejsce podobało mi się najbardziej, to jednocześnie największa stupa i najczystszy kompleks. Stupa juz całkowicie odnowiona po trzęsieniu ziemi, wokół świątyni coś w rodzaju deptaku, szpaler kolorowych kamieniczek zamieszkałych głównie przez Tybetańczyków, mnóstwo sklepików z rękodziełem, restauracji, hosteli. Według buddyjskich wierzeń Stupę należy obejść conajmniej 3 razy aby zapewnić sobie Nirvanę.


Swaymbutanh Temple (Moneky Temple) - to największa w mieście potocznie zwana świątynią małp, które zamieszkują tam w naturalnym środowisku, położona na wzgórzu z którego rozciąga się widok na całe Katmandu. Do świątyni można dostać się dwoma drogami, przez bramę główna i ponad 300 kamiennych schodów, lub bramę tylną położoną nieco wyżej, od której do szczytu pozostaje do pokonania nieco ponad 120 schodów. My wybraliśmy opcje wjazdu pod tylną bramę i zejścia do przedniej. Zejście nie jest zbytnio męczące, choć schody są dość strome. Nie polecam wybierać się tam z dzieckiem w wózku, tam zdecydowanie lepiej sprawdzają się rożnego rodzaju nosidełka. Na szczycie świątynia i kolejna wielka stupa, zabytkowe młynki modlitewne, nagrobki w kształcie betonowych dzwonów upamiętniające zmarłych członków rodzin królewskich.



Ze wzgórza Świątyni rozciąga się panorama na całą dolinę Katmandu, a w pogodny dzień, przy przejrzystym niebie widać ośnieżone szczyty Himalajów.


Świątynia Pasthupatinah i święta rzeka Bagmati. Do tej świątyni mogą wejść jedynie Hindusi, jest całkiem zakazana dla turystów i wyznawców innych religii, wykupując bilet dochodzi się jedynie do wielkiej bramy, za którą stoi złoty byk, ale my mogliśmy zobaczyć jedynie jego ogromny zad i dość pokaźnie przyrodzenie.

W okolicy świątyni można spotkać wielu filozofujących nad sensem istnienia Hollyman-ów, którzy chętnie pozują do zdjęć, ale za każdą fotkę oczekują zapłaty. Po drodze do świątyni spotkaliśmy cały szpaler kobiet i dzieci, którzy wyciagali w naszą stronę swoje miseczki oczekując jałmużny.

Za świątynią na brzegu świętej rzeki znajduje się miejsce pochówku zmarłych, buddyści kremują zwłoki, kremacja trwa tam nieustannie 24 godziny na dobę. Więcej o tym miejscu i obrzędach towarzyszących kremacji znajdziecie tutaj.



Trudno powiedzieć, czy wizyta nad brzegiem rzeki Bagmati jest godnym polecenia punktem na liście turystycznych atrakcji. Sama rzeka stanowi miejsce pochówku miejscowej i okolicznej ludności, dokonuje się tam rytualnych kremacji. Osobom mocno wrażliwym odradzam, to nie są obrazki, które zwykle przywozi się z wakacji. Ja lubię podglądać życie miejscowych, dlatego zdecydowałam się zobaczyć i to wyjątkowe miejsce, ale szczerze przyznam że nie powtórzę tego nigdy więcej.


Dream Gardens - ponieważ samo Katmandu jest bardzo zakurzone i bardzo ubogie w zieleń, w centrum miasta znajduje się park, są w nim zabytkowe pawilony i altany, miejsce w miarę przyjemne, aczkolwiek świeżego powietrza bez kurzu tam rownież nie znajdziecie. I to chyba na tyle jeśli chodzi o najważniejsze atrakcje tyrystyczne Katmandu, które nam się udało odwiedzić w czasie naszego pobytu. Wysokie Góry z miasta widać słabo, w tumanach opadającego kurzu czasem zdarza się zobaczyć mieniące się w zachodzącym słońcu szczyty Himalajów.


#Katmandu #Nepal #Azja

93 views
ABOUT
Me

96-200 Rawa Mazowiecka - LOD PL

e-mail:kontakt@liliess.net