Co za Sajgon - czyli pierwsze dni w Wietnamie



Wietnam do niedawna kojarzył mi się z okropną wojną w rozlewiskach delty Mekongu, która była jednym z najkrwawszych konfliktów południowej Azji, a zarazem tematem wielu amerykańskich produkcji filmowych.

Drugie nieco przyjemniejsze skojarzenie, to jedna ze słynnych scen oskarowego filmu Indochiny z pamiętną rolą Catherine Denevue, która popijała kawę na tarasie luksusowego hotelu o niebanalnej secesyjnej architekturze Continental Saigon.

Wybierając się do Wietnamu nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać. Po naszych doświadczeniach z Nepalu czy Malezji i Singapuru, jedno wiedziałam napewno, że Azja to przede wszystkim kontynent niesamowitych kontrastów.


Po zakończeniu wojny w 1975 roku miasto Sajgon dostało na cześć wodza Komunistycznej Partii nowe imię Ho Chi Minh City, a stara nazwa Sajgon odnosi się obecnie jedynie do kolonialnej zwanej District One - Pierwszej Dzielnicy..

Bogate Śródmieście utrzymane jest w starym kolonialnym stylu. Zadbane i pełne zieleni ulice otoczone przez secesyjne kamienice i witryny eleganckich sklepów. Pierwsza dzielnica tętni życiem, jakże jednak odmiennym od prawdziwego oblicza dawnego Sajgonu. Tutaj znajdują się butiki topowych marek jak Prada, Rolex czy Louis Vuitton, wiec jeśli macie w planie ekskluzywne zakupy w Wietnamie to tylko tu. Tutaj też wśród pięknej kolonialnej architektury wyrastają drapacze chmur.


Pierwszy krok pierwszy szok.

To co było od pierwszej chwili ogromnym wyzwaniem dla mnie i pewnie dla każdego Europejczyka to poruszanie się w płynącej nieskończonej lawie rożnego rodzaju pojazdów od rowerów przez motorynki, riksze, osobowe auta różnych kategorii po ciężarówki.

Wietnamczycy nie respektują ani znaków drogowych ani kierunku jazdy ani nawet sygnalizacji. Jadą jak chcą jakby czerwone światło skojarzone z kolorem komunistycznej partii mówiło im pędź do przodu, pokonuj śmiało wszystkie przeciwności losu. Aczkolwiek jest tam pewna stara zakorzeniona w prawie zasada, która reguluje ten chaos na tyle, że zmusza większych silniejszych do uważania na słabszych. Tak więc w zderzeniu pieszego z rowerem to rowerzysta poniesie karę, w zderzeniu roweru z samochodem ukarany zostanie kierowca auta bez względu na okoliczności i tak dalej zawsze ten większy ponosi karę.


Przejście przez ulicę, to za każdym razem niesamowite wyzwanie, najprościej ujmując zagadnienie należy opanować strach zamknąć oczy i ruszać do przodu, nie zatrzymując się z żadnego powodu, po prostu iść i ufać w umiejętności lawirujących w tym chaosie kierowców. Na motorynkach przewozi się tu wszystko począwszy od wielodzietnych rodzin z dziećmi przez różnego rodzaju ładunki po pralki i lodówki.



Sajgon to miasto, w którym turysta nie ma czasu na asymilację, od pierwszej chwili wpada się tu w wir codziennego życia milionów Wietnamczyków.

W Ho Chi Minh mieszka ponad 8,5 miliona ludzi, a większość z nich spędza swoje życie na ulicy.

Domy służą jedynie jako sypialnie, a cały handel, usługi i spotkania towarzyskie odbywają się pod gołym niebem, podobnie jak w Katmandu.


Tutaj na ulicy nikogo nie dziwią takie obrazki jak strzyżenie, golenie, masaże stóp czy siedzący w kucki na chodnikach imprezujący do późnej nocy Wietnamczycy.

W Wietnamie istnieje jeszcze jedna niepisana zasada, jest tak że im mniejsze krzesło w barach tym niższa cena.

W takich ulicznych bufetach można zjeść posiłek już za 1 $.


W labiryncie elektrycznych powiązań .

Takie obrazki znamy już z Nepalu, plątanina kabli elektrycznych niczym sieć ogromnego pająka spowija miasto we wszystkich możliwych kierunkach. Kilometry splątanych przewodów zasila miliony żarówek i aż niewiarygodne jest to, że tym wilgotnym klimacie to działa i nikogo nie razi prąd.


Charakterystycznym obrazkiem Ho Chi Minh są tunelowe domy, z uwagi na wysokie ceny gruntów przyległych do ulicy budowane są w głąb działki wąskie na szerokość jednego pokoju kamienice.


Dzisiejsze Ho Chi Minh powoli upodabnia się do innych azjatyckich rozwiniętych stolic, coraz więcej nowoczesnych biurowców zmienia na stałe krajobraz miasta.

Symbolem nowoczesnego miasta jest ukończony w 2010 roku wieżowiec Bitexco Financial Tower drugi co do wielkości budynek w Wietnamie wzbija się w stronę nieba na 258 metrów.


Obraz dzisiejszego miasta w niczym nie przypomina komunistycznych czasów, nie brakuje tu luksusowych restauracji czy nocnych klubów.


Największą atrakcją dla nas jednak były małe lokalne knajpki w których można znaleść wszystko to, z czego słynie egzotyczna kuchnia Wietnamu, od owoców morza po rosół z wodorostami czy grillowane kozie wymiona.

Wszędzie tam można również zakosztować słynnego wietnamskiego piwa 333, które w języku wietnamskim nazywa się „ba ba ba” prosto wymówić i zapamiętać.

Jedzenie w Wietnamie ma dwie wielkie zalety jest świeże - pyszne i tanie. Trudno tam trzymać dietę, choć sama kuchnia wietnamska opiera się na dużej ilości zdrowych warzyw, więc można sobie pozwolić na podwójne obiady.




Co warto zobaczyć w Ho Chi Minh

Samo miasto choć jest ogromne i szybko się rozwija nie ma zbyt wiele atrakcji turystycznych. Ma piękne parki, deptak przed Urzędem Miasta "Walk Street", fajne pełne atrakcji dla najmłodszych i nie tylko Zoo, kilka ciekawych zabytkowych już budynków architektury kolonialnej jak Opera House, całą gamę wojennych pomników z generałem Ho Chi Minh "ojcem narodu" na czele .

  • Muzeum Wojny

Museum Wojny może nie do końca wpisuje się w wakacyjny klimat, ale warto tam zajrzeć. Ekspozycja w budynku opowiada tragiczną historię Wietnamu, pokazuje dramaty ludzkie w poprzez łamiące serca obrazy i zdjęcia. Poza budynkiem miłośnicy militarnych zabawek mogą obejrzeć oryginalne samoloty, czołgi i bomby z czasów wietnamskiej wojny.

  • Katedra Notre Dame



Katedra obecnie nie dostępna dla turystów od kilku lat trwa renowacja. Budynek można podziwiać jedynie z zewnątrz. Wietnamczycy nazywają ją również bazyliką.

  • Budynek Poczty Głównej


Budynek Poczty Głównej odwiedzają codziennie całe rzesze turystów jest czynny codziennie również w niedziele, w budynku prócz okienek pocztowych znajdują się sklepiki pełne pamiątek. Poczta wietnamska działa prężnie, nadane ostatniego dnia pobytu w Wietnamie kartki dotarły do adresatów w Polsce zanim mu wróciliśmy z Azji.

  • Pałac Niepodległości


Pałac Niepodległości niegdyś siedziba komunistycznych władz obecnie już tylko muzeum, które codziennie odwiedza wielu Wietnamczyków przejeżdzających do Saigonu głównie z północy, która nadal pozostaje mniej rozwinięta aniżeli kolonialne południe. Można tu obejrzeć zachowane w oryginale gabinety prominentów, generała, ambasadorów a także ogromny wyposażony bunkier i prywatne apartamenty.

  • Rzeka Saigon

Rejs po rzece, która kolorem wody nie zachęca do kąpieli, to także ciekawe doświadczenie, zwłaszcza w dzielnicy, łudząco przypominającej deltę Mekongu. Osiedla domów na wodzie i zamieszkałych łodzi przycumowanych w stertach śmieci robią wrażenie, zwłaszcza kiedy wiemy, że kilkanaście metrów dalej na drugim brzegu rzeki stoją ogromne szklane nowoczesne wieżowce, a po ulicach jeżdżą Maybachy.

Tak jak już wspomniałam wcześniej Saigon to miasto ogromnych kontrastów, pomimo że Wietnam jest wciąż Socjalistyczną Republiką w bogatych dzielnicach przypomina bardziej Nowy York aniżeli obrazki jakie ja pamiętam z socjalistycznej Polski.

  • Thao Cam Vien Zoo Saigon and Botanical Garden


Samo Zoo położone w centrum miasta przyciąga masy odwiedzających szukających ukojenia od upału wsród soczystej zielni parku. W tym Zoo można z ręki nakarmić żyrafy i poczęstować słonia bambusowym kłączem.

Bilet do Zoo kosztuje 30 tys. dongów ( 4,5 PLN)

  • Świątynia Thien Hau Pagoda


Przepiękna architektura i eteryczny zapach kadzidełek, a na różowych bibułkach powiewają na wietrze imiona darczyńców, którzy złożyli datek na utrzymanie tego uroczego miejsca. Warto tam zajrzeć, wstęp do świątyni jest wolny, a miejsce samo w sobie bardzo ciekawe i fotogeniczne.

Wietnamska waluta to jedna ze słabszych walut świata, za 100 dolarów dostaje się tu miliony dongów, a dla porównania jogurt kosztuje 30 tys. (ok 4,5 PLN) podobnie jak bilet do Zoo i większości płatnych muzeów.

Ceny na bazarkach za lokalne produkty są niskie, ale importowane produkty kosztują już całkiem podobnie jak w Europie, a niektóre są nawet droższe.


Zauważyliście na każdym banknocie bez względu na nominał widnieje ten sam generał ??

Ojciec narodu Pan - Ho Chi Minh .


#Azja #Wietnam #Saigon

0 wyświetlenia
ABOUT
Me

96-200 Rawa Mazowiecka - LOD PL

e-mail:kontakt@liliess.net